Skip to content

Marcowe tęsknoty

  • dzika kobieta z lasu
  • w codzienności

📅 31.03.2025

Gdybym miała nazwać marzec jednym słowem, byłaby to tęsknota. To uczucie, które przypomina chmury gnane wiatrem – wspomnienia pięknych chwil przepływają przez myśli, pojawiają się nagle i równie niespodziewanie znikają. A człowiek zostaje z rozdygotanym sercem, które jeszcze przed chwilą było słodką watą cukrową na patyku. Tak, marzec zdecydowanie był ubrany w tęsknotę.

W oczekiwaniu

Pozimowa szarość zaczęła ustępować miejsca nieśmiałej, ledwie dostrzegalnej zieleni przedwiośnia. Każdy promień słońca wydawał się zapowiedzią wielkiego rozkwitu, który wcale nie nadchodził. Nogi rwały się do biegu, ręce – spragnione wilgoci ziemi – nie potrafiły znaleźć sobie miejsca w betonowych ramach miasta.

W pracy też zagościło pragnienie przetrwania. Zegar zwalniał niebezpiecznie w godzinach obowiązków, by potem pędzić jak szalony, gdy zbliżał się wieczór. Zagarniał całą czasoprzestrzeń, jakby chciał mi udowodnić, że to jeszcze nie czas na wypuszczenie młodych liści, na rozprostowanie ciała z zimowego odrętwienia. Dokąd tak biegniesz, wariatko? Na spotkanie czego wyrywa się twoje serce? Jeszcze nie czas. Zatrzymaj się w swojej tęsknocie.

Piękno codzienności ukryte w drobiazgach

Najbardziej nie znoszę czekać. Cierpliwość jest mi obca. Kocham natychmiastowość i ruch, który popycha mnie w objęcia życia. Może właśnie tego miał mnie nauczyć? Sztuki odkładania własnych pragnień? A może rozkoszowania się samym oczekiwaniem? Dostrzegania piękna w każdej sekundzie – nawet wtedy, gdy bardziej przypomina mdłą owsiankę niż wykwintny kawior? Brania dnia takim, jaki jest, bez zbędnych oczekiwań i wypatrywania szczególnych okoliczności przyrody. Bez tej wymarzonej scenografii, w której – jak mi się wydawało – najlepiej byłoby oglądać toczące się życie.

Może chodziło o to, by nauczyć się dostrzegać je bez ozdobników? Albo odnajdywać te nieoczywiste – te, które przecież pojawiają się każdego dnia. Uśmiechy mijanych ludzi, gdy odprowadzam syna do szkoły. Dżdżownicę zmierzającą w tylko sobie znanym kierunku. Mazurka, nerwowo szukającego okruchów pospiesznie jedzonego śniadania. I tę panią z parteru, która co rano rozmawia z kotami. Tak, tak, koteczki, musicie jeść, dużo jeść – powtarza im z przejęciem. A one? One już dawno przestały przypominać przedstawicieli własnego gatunku. Jeszcze chwila, a osiągną wagę solidnego psa.

Marzec sprawił jednak jeszcze jeden cud. W poszukiwaniu przyjaznego anturażu zatopiłam się w książkach. Nie tylko tych, które recenzuję, ale i tych, które czytam dla czystej przyjemności – przekładając w myślach słowa na obrazy. O tak! W tym miesiącu wyruszyłam w niezliczone podróże – zarówno po naszym, jak i po nieznanym świecie!

W bezkres zieloności

A jutro… Jutro powitam kwiecień. Odziana w sukienkę, będę szukała okazji, by zanurzyć dłonie w wilgotnej ziemi. Być może to w Twoim ogródku będę jutro buszowała skoro świt. Znajdę dom dla cebulek kwiatowych i poślę zeschłe liście tam, gdzie raki zimują. Balkon zaleję kaskadą zieleni. I z uśmiechem powiem dzień dobry napotkanym czytelniczkom.

Jutro wypłynę na szerokie wody lub w bezkres zieloności. Czuję to w kościach!

Następny →

Komentarze

  • Powered by Contentful