Skip to content

Wolność bycia sobą: jak nauczyłam się żyć na własnych zasadach

  • żyć po swojemu
  • iść własną drogą
  • w świecie emocji

📅 16.02.2025

Gdy cudze opinie odbierają nam głos

Chwilę temu, która zdawała się trwać wieczność, uwierzyłam, że emocje należy wyrażać w jeden, konkretny sposób. Że istnieje właściwy skrypt na uwalnianie uczuć, a wszystko, co poza nim, jest błędem. W pogoni za tym, z czym innym jest po drodze, oddzieliłam się od siebie.

Zaczęłam polegać na cudzych opiniach bardziej, niż na własnym instynkcie. Porzuciłam siebie samą. Zdradziłam i unieważniłam. Tak znaczącą stała się dla mnie opinia innych ludzi, że przestałam mówić we własnym imieniu.

Schowałam się na dnie własnej szafy, potakując głową i dopasowując się do oczekiwań. A potem już wszystko potoczyło się samo. Na nieznanym gruncie, z poczuciem niemożności polegania na własnym instynkcie i czuciu (przecież zdaniem niektórych tyle było we mnie do naprawienia) szukałam wskazówek w cudzej akceptacji i aprobacie.

Zagubiony człowiek jest w stanie zrobić naprawdę wiele, by odzyskać namiastkę wewnętrznego spokoju. Choćby ten miał być tylko wydmuszką, zwykłą atrapą. Tonący brzytwy się chwyta.

Kiedy dobra rada boli

Przyjęłam radę, o którą wcale nie prosiłam, a ona odebrała mi moc, stając się dla mnie przemocą. Tak bardzo zatraciłam się w cudzym spojrzeniu, że zapomniałam o własnym.

Gdy pięć lat temu stworzyłam to miejsce, pragnęłam snuć opowieść w pierwszej osobie. Irytowało mnie, że inni mówią za mnie – o tym, co powinnam czuć, jaka powinnam być, którą drogą iść. Przez lata słuchałam frazy „wszyscy tak mamy” i nie dawałam sobie prawa do życia na własnych zasadach.

Dziś wiem, że moje „ja” to świadomość drogi, którą przeszłam, i tej, która dopiero przede mną. Choć wielu uznaje taki sposób formułowania myśli za egocentryzm, chcę zabierać głos we własnym imieniu, bez masek i ograniczeń. To moja odwaga stawania do świata z szeroko otwartymi oczami. Autentyczność dla wielu jest trudna do zaakceptowania, ale to właśnie ona daje prawdziwą wolność.

Powrót do siebie – na własnych zasadach

Przez lata wynosiłam autorytety do rangi nieomylnych. Wierzyłam, że wiedzą lepiej ode mnie, jak powinnam czuć, działać i żyć. Uwierzyłam, że ktoś ma większe kompetencje do bycia i czucia się w mojej własnej skórze, niż ja sama. Naprawdę w to uwierzyłam. Dziś wiem, jak bardzo się myliłam.

Wracam. Bez zbędnych rad, ale z doświadczeniem przełamywania schematów. Wracam jako czarna owca, która idzie pod prąd. I choć niektórzy się temu dziwią, wiem jedno – wolność zaczyna się tam, gdzie przestajemy żyć pod dyktando innych.

Jeśli każdy zajmie się sobą, wszyscy będziemy zadbani. Dać sobie czułość, uwagę, troskę i miłość – to najlepsze, co mogę zrobić. Nie szukać akceptacji u przypadkowych przechodniów, ale znaleźć ją w sobie.

Wracam do swojej pieśni – tej, którą zawsze miałam w sobie, ale na chwilę zapomniałam, jak ją śpiewać. Zapnijcie pasy!

← PoprzedniNastępny →

Komentarze

  • Powered by Contentful